O mnie

Urodziłam się w 1979 roku. Mam męża, córkę i - co dla wielu osób jest dziwne, a nawet niezrozumiałe - łączę życie rodzinne z żeglarstwem. Da się, bo... żeglarstwo jest moją pasją i właśnie sposobem na życie. Już dawno przestałam liczyć przepłynięte mile i godziny, liczby nie mają znaczenia. Pamiętam za to ludzi i miejsca. To jest ważniejsze.
Jestem kapitanem jachtowym, posiadam uprawnienia SRC, STCW, radar-ARPA, KPP. Posiadam też uprawnienia nurkowe (Advace Water Diver + Deep Diver). Pływałam po wielu akwenach, żeglarska pasja zaprowadziła mnie m.in. na Bałtyk, Morze Północne, Morze Śródziemne i Morze Karaibskie, przepłynęłam jako kapitan Atlantyk z St. Maarten do Horty na jachcie Delphia 47. Prowadzę także jako skipper rejsy na jachtach i katamaranach, pływam na żaglowcach na s/y Zawisza Czarny jako kapitan-stażysta oraz na STS Pogoria jako kapitan. 
Najważniejszym i chyba najfajniejszym „kawałkiem” mojej działalności są rejsy na żaglowcach, od 10 lat organizuję je na STS Pogoria i na s/y Zawisza Czarny. Staram się tak dobierać załogi, aby każdy czuł się komfortowo i znalazł przyjazną duszę, a wiele moich rejsów jest „dedykowanych” konkretnej grupie osób. Są wśród nich takie dla młodzieży, jak cykliczny „Nowodworek płynie na Morze” krakowskiego I LO (na STS Pogoria) czy rejsy dla dorosłych, którzy chcą spróbować życia na żaglowcach. Wśród tych ostatnich jest m.in. „Urlop od wszystkiego”, czyli połączenie żeglowania i zwiedzania Włoch oraz Francji (na STS Pogoria), ale mam na koncie też zimowe rejsy na Bałtyku (na s/y Zawisza Czarny), gdzie naprawdę można się żeglarsko sprawdzić i napracować.
Skąd wiem, że rejs był fajny? Jeśli załoga utrzymuje ze sobą potem kontakt, powstają przyjaźnie i wspomnienia, to znaczy że to nasze wspólne żeglowanie się udało. Ale najlepsze uczucie to takie, gdy na liście załogi kolejnego rejsu widzę osoby z poprzednich wyjazdów. Wracają, pytają się o kolejne rejsy, nawet angażują się w ich organizację. To jest najfajniejsze. Bo żeglarstwo to ludzie.
Jeśli się chcesz przekonać, że tak właśnie jest, to „zaryzykuj” i popłyń z nami. Zapraszam.
* * *
A, no i mam kilka zasad. Po pierwsze: bezpieczeństwo załogi i jachtu - czy trzeba to w ogóle tłumaczyć? Po drugie: dobry humor - stresy zostawiamy na lądzie, weźmy lepiej zamiast nich gitary (albo inne instrumenty) i śpiewniki. Po trzecie: dobry kucharz - pływam z takimi, za których daniami tęsknią potem całe załogi...
Do zobaczenia - mam nadzieję - na jakimś pokładzie.